Mikołajczyk, Andrzej

08 Czerwca 2017

Dziennikarz, działacz, Polonus z dużym stażem imigracyjnym, patriota. O Andrzeju bardzo trudno pisac satyrycznie, bo... nie ma wad. I nie ma się w zasadzie do czego przyczepić. Ale mimo to spróbujmy... Wielu męczy pytanie, czy Andrzej Mikołajczyk jest z "tych" Mikołajczyków. To znaczy z tych wojennych premierów, arystokratów i patriotów, którzy na wychodźstwie działali na rzecz wolnej Polski. Nie wykluczamy więc, że Andrzej jest potomkiem samego Stanisława Mikołajczyka, byłego premiera RP w Londynie. Jeżeli nie biologicznym, to już na pewno ideowym. A że nazwisko "Mikołajczyk" jest dość popularne wśród rodaków, spekulacji może być  znacznie więcej. Np. taka, że Andrzej jest spokrewniony z legendarnym założycielem znanych delikatesów chicagowskich "Andy's Deli", panem Mikołajczykiem. Od którego biznes przyjał Andrzje Kolasa, obecny właściciel tego super-sklepu. Czy to prawda - również nie mamy pewności. Ale w sumie, z takim nazwiskiem i choćby tylko imiennymi koligacjami, można zrobić w Ameryce prawdziwą karierę. I to nie tylko dziennikarską. A skoro o mediach mowa... Red. Mikołajczyk to dziennikarz wszechstronny. I nigdy nie wiadomo, skąd odbiorcom wyskoczy w kolejnym tekście lub korespondencji radiowej. Równie dobrze może to być bieżące spotkanie wydziału stanu Illinois Kongresu Polonii Amerykańskiej, jak też relacja z... Kongresu USA w Waszyngtonie. Swobodnie bowiem porusza się po wszelkich obszarach życia, nie tylko polonijnego. O ile Andrzej robi w Stanach dziennikarską karierę, to trzeba przyznać, że w Polsce nie miałby obecnie na to najmniejszych szans. Powód? Red. Mikołajczyk jest... zbyt skrupulatny i przywiązany do faktów. Nie lubi w polemikach i sprawozdaniach okładać innych cepem.  Zachowuje obiektywizm. I - co gorsza - nie namawia do walenia się po łbach. I nie rzuca dziennikarskim mięchem. Słowem - jakiś taki nienormalny i niedzisiejszy. Dlatego, absolutnie nie nadaje się do dzisiejszego krzewienia bujnej i prawdziwej demokracji nad Wisłą. Zwłaszcza, że raczej nie zanosi się na zmianę jego podejścia do fachu i życia. Na konferencjach prasowych zawsze zmierza do meritum sprawy, bez wątków pobocznych. A więc, w odróżnieniu od większości innych, polonijnych dziennikarzy, pytania do rozmówcy nie zaczyna od przedstawienia swego życiorysu, poczynając od nocnikowych problemów jeszcze z przedszkola. Naciska przy tym swego rozmówcę nawet na bardzo niewygodne zwierzenia, ale bez wykręcania mu ręki, serwowania kopniaków "wielkanocnych" (czyli poniżej pasa) i obrzucania inwektywami. Słowem - pełna kultura! Zawsze widzi przy tym dalej, niż tylko kropkę na zakończenie swego  tekstu. I gdyby tylko powstało - wydawane na przykład w Polsce - pismo dla imigrantów, red. Andrzej Mikołajczyk z pewnością nadawałby się na stanowisko redaktora naczelnego, prezentując zrównoważone poglądy, ku chwale Ojczyzny i wszystkich jej obywateli, niezaleznie od tego, gdzie akurat mieszkają. I dorzuciłbym mu jeszcze prezesurę "Polish Pen Club" - organizacji zawodowej, skupiającej polskojęzycznych mistrzów pióra, klawiatury, mikrofonu i kamery. Należy mu się też duży plus choćby za to, że - w przeciwieństwie do wielu rodaków - nie amerykanizuje się na siłę. Z pewnością, jako na ten przykład "Andy Santa Clause", miałby w Stanach lepszą rozpoznawalność i "przebitkę", niż jako "Andrzej Mikołajczyk" (Majkolajzyk, jak mawiają Jankesi), ale nie idzie na anglosaską łatwiznę. Tylko brać przykład...

ANDRZEJ WĄSEWICZ

Dodaj komentarz

Powrót