Majewski, Janusz

23 Lipca 2017

Jak samo nazwisko wskazuje - jest Afroamerykaninem. I Polakiem z krwi, kości oraz charakteru. A charakter to ma wyjątkowy... I w pełni narodowy. Jak nie przymierzając biały góral, Ślązak lub inny warszawiak. Wychowany w Polsce, płynnie włada językiem Mikołaja Reya, Jana Kochanowskiego i Jana Pawła II. Znacznie rzadziej - Stefana Niesiołowskiego czy Lecha Wałęsy, choć potrafi sieknąć ostrą, słowiańską wiązanką, prosto spod Sieradza. Jak twierdzą zainteresowani - był działaczem opozycji antykomunistycznej w RP. A jednak nie mógł się w pełni wykazać, choć zawsze rwał się na pierwszą linię. Jeden ze znajomych w Chicago opowiadał mi rzekomą scenkę z opozycyjnego życia Janusza. Majewski, na tajnym spotkaniu konspiracyjnym, do ważnego działacza”Solidarności”:
   Majewski: Chciałbym coś konkretnego zrobić! Dajcie mi jakieś zadanie. Pójdę na ulicę, chciałbym walczyć...
   Działacz: Nie da rady, Janusz!  
   Majewski: A to niby dlaczego?
   Działacz: No bo jesteś, tego, no - sam wiesz... czarny.
   Majewski: To co z tego?
   Działacz: A to, że od razu cię złapią. Przecież będziesz się wyróżniał w tłumie.
   Majewski: No to będę działał w nocy...
   Nie wiadomo, na ile ta anegdotka ma pokrycie w faktach. Ale nie da się ukryć, że Janusz to - noszący litewskie imię - prawdziwy Polak, z sercem, pełnym wartości patriotycznych i słowiańskich. Przykładem - kolejna sytuacja. Tym razem z życia codziennego. Polonijna restauracja w Chicago. Janusz siedzi przy stole, z grupką kolegów. Zamawiają obiad. Kelnerka zwraca się po kolei, po polsku, do towarzyszących Majewskiemu osób. Wszyscy są biali. I są Polakami. Z twarzy, koloru skóry, wyglądu, zachowania. Kelnerka pyta każdego z nich, co bierze.  A ci, jeden po drugim, zamawiają po polsku. Przychodzi kolej na Mr. Majewskiego.
   Kelnerka: What would you like to have, sir?
   Majewski (najczystszą polszczyzną ze Służewca): Da pani schabowego z kapuchą. I ziemniarami. No i do tego kielonek wódeczki. Tylko zimnej, jak zimne nóżki na Różyckiego!
   Szok.
Janusz ma więc często zabawę widząc, jak współcześni tego świata nie potrafią się pogodzić z tym, że nasz bohater afro, to najczystszej wody Polak. Stąd np. gdzieniegdzie zdziwione spojrzenia, gdy na paradzie 3 Maja, nasz Janusz, w koszulce z orłem na opalonej piersi, dumnie kroczy wśród wąsatych Kazków, Władków i Zdzichów z dziada pradziada, z Moniek, Tarnowa, Rzeszowa. Prawdziwą pasją Janusza są... maratony. Ileż to razy wpadał podekscytowany do redakcji "EXPRESSU".
- Patrz! - wołał, kłując palcem w szpaltę "Chicago Tribune".  - Poprawiłem wynik sprzed roku. Napisali... O, tu! 
I rzeczywiście - na dziesiątej stronie maratonowej wkładki, gdzieś na pozycji z trzema cyframi widnieje nazwisko "Majewski Janusz". W porównaniu z poprzednim rokiem przesunął się w górę o 45 pozycji. Naprawdę sukces, biorąc pod uwagę, że w maratonie biegnie liczba uczestników, odpowiadająca populacji jednego dobrego powiatu w Polsce, a sam Majewski nie ma już osiemnastu lat i musi na co dzień pracować. Poza tym, ściga się z zawodowcami z Nigerii czy innej Kenii, którzy już od urodzenia, nogi mają po samą szyję i mogą biegać całymi tygodniami bez snu, jedzenia i picia. No, ale jeżeli chodzi o techniczną pracę nóg, to Janusz zdecydowanie wygrywa na parkiecie. I to bynajmniej nie w polonezie czy krakowiaku. Słowem - lew dancingu w kategorii "free style". To po prostu trzeba zobaczyć, by się przekonać, że Polak naprawdę potrafi!

ANDRZEJ WĄSEWICZ

Dodaj komentarz

Powrót