Burmistrz Brandon Johnson przyznał, że sytuacja finansowa Chicago jest coraz gorsza. „Doszliśmy do punktu, z którego nie ma już powrotu” – powiedział we wtorek burmistrz. „Systemy, na których polegają ludzie – edukacja, opieka zdrowotna, mieszkalnictwo, transport – są dramatycznie niedofinansowane i wszyscy o tym wiedzą. Wszyscy wiedzą, że moim celem jest progresywny wzrost dochodów, ale nie mogę tego osiągnąć sam” – dodał.
Oświadczenie burmistrza było odpowiedzią na pytanie dotyczące ustawy emerytalnej podpisanej w zeszłym tygodniu przez gubernatora Illinois J.B Pritzkera. Ustawa zwiększy świadczenia emerytalne dla policjantów i strażaków, dodając ponad 11 miliardów dolarów do długoterminowych zobowiązań emerytalnych Chicago. Johnson powiedział, że stan potrzebuje nowych, progresywnych opcji dochodów, ale nie podał konkretnych przykładów. Chicago ma ogromną lukę budżetową w wysokości 1,1 miliarda dolarów na rok 2026. Burmistrz Johnson obiecał, że nie będzie ponownie proponował podwyżki podatku od nieruchomości, którą Rada Miasta jednogłośnie odrzuciła na rok 2025, ale w zeszłym tygodniu powiedział, że szuka kreatywnych sposobów na zwiększenie wpływów z podatków. Johnson powiedział, że szuka sposobów na uzyskanie większych wpływów z podatków od milionerów, którzy obecnie mieszkają w Chicago, a także od 25 miliarderów mieszkających w granicach miasta.





