Wiele słów krytyki padło pod adresem Stanów Zjednoczonych na nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie amerykańskiej operacji w Wenezueli i schwytania Nicolása Maduro. Krytyka padała nie tylko ze strony przeciwników Stanów Zjednoczonych, ale również ich partnerów.
W trakcie debaty Brazylia mówiła o „przekroczeniu nieakceptowalnej granicy” i groźnym precedensie dla społeczności międzynarodowej, a Kolumbia podkreślała, że demokracji nie da się bronić przemocą. Rosja i Chiny – stali członkowie Rady – domagały się natychmiastowego uwolnienia Maduro i Flores. Moskwa mówiła o powrocie do „ery bezprawia”, a Pekin oskarżał Waszyngton o deptanie zasady równości państw. Ambasador USA przy ONZ Mike Waltz argumentował, że była to operacja egzekwowania prawa. „Nie ma wojny przeciwko Wenezueli i jej narodowi. Nie okupujemy Wenezueli. To była operacja policyjna” – mówił. W swoim wystąpieniu Waltz powołał się także na doktrynę Monroe z początków XIX wielu mówiąca o tym, że półkula zachodnia jest strefa wpływów Stanów Zjednoczonych. Sekretarz generalny ONZ António Guterres ostrzegł, że zatrzymanie Maduro może pogłębić niestabilność w samej Wenezueli i w regionie, a także postawił pytania o zgodność operacji z prawem międzynarodowym i Kartą Narodów Zjednoczonych.





