W piątek tuż po 11-tej w nocy w dzielnicy Princeton Park na południu Chicago doszło do masowej strzelaniny, w której rannych zostało co najmniej 13 osób.
Napastnicy poruszający się czerwonym SUV-em otworzyli ogień w kierunku grupy ludzi zgromadzonych w okolicy 200 West 95th Street, po czym natychmiast uciekli z miejsca zdarzenia.Ofiary to kobiety i mężczyźni w wieku od 17 do 47 lat, z których większość samodzielnie zgłosiła się po pomoc medyczną do okolicznych szpitali. W stanie krytycznym hospitalizowano dwóch poszkodowanych: 17-letniego chłopca postrzelonego w udo oraz 26-letniego mężczyznę, który odniósł wielokrotne rany postrzałowe ciała. Pozostali ranni, u których zdiagnozowano m.in. obrażenia nóg, pleców i głowy, są w stanie stabilnym. Do brutalnego ataku odniósł się burmistrz Chicago Brandon Johnson podczas sobotnich obchodów Juneteenth, deklarując zacieśnienie współpracy ze służbami w celu ujęcia sprawców, walkę z nielegalną bronią oraz dalsze inwestycje w lokalne programy społeczne. Policja prowadzi intensywne śledztwo, jednak do tej pory nikt nie został zatrzymany, a motywy działania sprawców oraz okoliczności samego zgromadzenia pozostają nieznane.





