Wybuch drona nad Kremlem pokazał słabość rosyjskiej obrony – tak komentują ostatnie wydarzenia w Moskwie działacze opozycji i niezależni analitycy. Według rzecznika rosyjskiego reżimu Dmitrija Pieskowa, w nocy z 2 na 3 maja Kreml atakowały drony.
Maszyny zostały zniszczone nad kopułą jednego z kremlowskich budynków na Placu Czerwonym w Moskwie. Większość rosyjskich analityków jest zgodna, że niezależnie od tego czy był to rzeczywisty atak, czy prowokacja rosyjskich służb, zdarzenie będzie miało negatywne konsekwencje dla Władimira Putina. W ocenie opozycjonisty Dmitrija Gudkowa, już samo dotarcie dronów do centrum Moskwy i ich eksplozja nad Kremlem zostało odebrane przez część Rosjan jako słabość reżimu. -„Trzeba zrozumieć, że rosyjska obrona na dziś nie jest w stanie obronić nawet Moskwy. I Putin po takich właśnie wydarzeniach będzie stopniowo tracił poparcie wśród tak zwanych patriotów, i jeśli kontrofensywa Ukrainy odniesie sukces, to wydaje mi się, że to nie będzie ostatnie tego typu zdarzenie” – stwierdził Dmitrij Gudkow w rozmowie z Radiem Svoboda. Rosyjscy analitycy niezależni przypominają, że Ukraina zaprzecza, jakoby prowadziła działania wojskowe na terytorium Rosji. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wielokrotnie podkreślał, że jego kraj broni się i podejmuje działania wyłącznie na własnym terytorium, włączając regiony okupowane przez Rosję. Zdaniem większości niezależnych analityków, ataki na terytorium Rosji są dokonywane przez antyputinowskie grupy partyzanckie.





