Komisja Izby Gmin uznała, że były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson okłamał posłów. To obraza parlamentu, bardzo poważne wykroczenie w porządku konstytucyjnym Królestwa.
W historii brytyjskiej demokracji jest to sytuacja bez precedensu. Chodzi o wypowiedzi na temat tak zwanej partygate – afery z nielegalnymi imprezami na Downing Street w czasie pandemii. „Pan Johnson dopuścił się poważnej obrazy, tym poważniejszej, że zrobił to premier” – czytamy w raporcie. „Wprowadził Izbę Gmin w błąd w sprawie wielkiej wagi dla izby i dla opinii publicznej. Zrobił to wielokrotnie” – dodają autorzy, podkreślając, że to historyczny precedens. Rekomendują, by nie wydawać Borisowi Johnsonowi przepustki, która tradycyjnie pozwala byłym posłom wchodzić na teren parlamentu. Ponadto autorzy – posłowie Konserwatystów, Partii Pracy i Szkockiej Partii Narodowej – dodają, że były premier „brał udział w próbach zastraszania komisji”, co jest kolejną obrazą parlamentu. Boris Johnson opuścił parlament sam, gdy tylko przeczytał wstępną wersję raportu. Gdyby nie to, takie orzeczenie otwierałoby drogę do procedury usunięcia go z Izby Gmin. Warunkiem było, by komisja zawiesiła go w prawach posła na przynajmniej 10 dni.Tymczasem dzisiejszy raport rekomenduje 90 dni. Ostateczną decyzję podjęliby wyborcy w okręgu Borisa Johnsona. Tylko jeden polityk w historii został zawieszony na dłuższy okres. Keith Vaz z Partii Pracy nie mógł uczestniczyć w obradach przez pół roku. Boris Johnson już wcześniej nazwał dochodzenie komisji „sądem kapturowym”. Dziś dodaje, że to zemsta i okropny dzień dla demokracji. „Kłamstwo” i „szaleńcze konkluzje” – tak były szef rządu opisuje wnioski raportu. Na czele komisji przywilejów stoi posłanka lewicy Harriet Harman. Część ekspertów – podobnie jak były premier- uważa, że powinna była ona wyłączyć się z postępowania, bo już przed jego rozpoczęciem publicznie sugerowała, że Boris Johnson jest winny. Większość w komisji mają jednak Konserwatyści, a werdykt był jednogłośny.





