Po ostrzelaniu szpitala w Strefie Gazy w stolicy Libanu, Bejrucie, kilkaset osób protestowało przed ambasadą Stanów Zjednoczonych. Jordania odwołała międzynarodowy szczyt w Ammanie w sprawie wojny Hamasu z Izraelem.
Demonstranci w Bejrucie protestowali przed placówką do późnego wieczora. Do protestu doszło też przed ambasadą Francji. Libański Hezbollah potępił atak na szpital, za który wini Izrael. Wezwał do zorganizowania w środę „dnia bezprecedensowego gniewu”. Tymczasem Jordania odwołała zaplanowany na dziś w Ammanie szczyt w sprawie wojny Hamasu z Izraelem. W wydarzeniu mieli uczestniczyć przywódcy Stanów Zjednoczonych, Jordanii, Egiptu i Palestyny. „Nie ma sensu rozmawiać teraz o czymkolwiek poza tym, jak zatrzymać wojnę” – powiedział minister spraw zagranicznych Jordanii Ayman Safadi. Wizytę w Jordanii odwołał amerykański prezydent. Miał tam polecieć z Izraela. Winą za ostrzał szpitala Izrael obarczają również Zjednoczone Emiraty Arabskie. Kraj ten „zdecydowanie potępił” atak. „Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyraża głęboki żal z powodu utraty życia i składa kondolencje rodzinom ofiar, życząc szybkiego powrotu do zdrowia wszystkim rannym” – przekazano. Izraelskie wojsko przekazało, że za wystrzelenie rakiety, która trafiła w szpital, odpowiada palestyńska organizacja Islamski Dżihad. Z analizy systemów izraelskiej armii wynika, że pociski miały trafić w cele znajdujące się w Izraelu, ale zamiary napastników się nie udały. Z kolei palestyńskie władze twierdzą, że to konsekwencja izraelskiego nalotu. W ataku na szpital zginęło 500 osób.





