W Moskwie powinno rozpocząć się nabożeństwo żałobne po śmierci Aleksieja Nawalnego. Ponieważ cerkiew została zamknięta, a internetowy sygnał jest zagłuszany przez służbę bezpieczeństwa. Nie wiadomo co dzieje się wewnątrz.
Lider opozycji zmarł 16 lutego w kolonii karnej, gdzie odsiadywał wyrok 19 lat za rzekomą działalność ekstremistyczną. Współpracownicy polityka oskarżają władze Rosji, w tym Władimira Putina, o zamordowanie opozycjonisty oraz o utrudnianie pochówku. Do moskiewskiej dzielnicy Marino, gdzie w tamtejszej cerkwi miało rozpocząć się żałobne nabożeństwo przybyło, według różnych źródeł, od kilkunastu, do kilkudziesięciu tysięcy osób. W pobliżu świątyni i cmentarza ustawiły się kordony policji. W długiej kolejce do cerkwi stoją zwykli Moskwianie, nie tylko współpracownicy czy zwolennicy lidera opozycji. Także ci, którzy po prostu przyszli pożegnać człowieka, swojego sąsiada. W internecie, na specjalnej stronie uruchomionej przez współpracowników Aleksieja Nawalnego wirtualną świeczkę zapaliło do tej pory ponad 400 tysięcy osób.





