Boliwijskie władze zapowiadają ukaranie odpowiedzialnych za wczorajszą, nieudaną próbę zamachu stanu. Po kilku godzinach od zajęcia przez oddziały wojskowe centralnego placu stolicy kraju La Paz, aresztowano przywódcę puczu i do niedawna szefa armii, generała Juana Jose Zunigę.
Władze przekonują, że armia jest pod ich kontrolą: „Odpowiedzialni poniosą konsekwencja- zarówno w cywilnym jak i w wojskowym wymiarze sprawiedliwości” – zapowiedział boliwijski minister obrony Edmundo Novillo. Ocenił, że bunt w wojsku miał ograniczony wymiar, według niego to wina – jak to określił – „kilku złych żołnierzy”. „To hańba i ciemna plama” – oświadczył Edmundo Novillo. Szef ministerstwa obrony spotkał się też z prezydentem kraju Luisem Arce. To właśnie jego siedzibę szturmowały wczoraj oddziały generała Zunigi. „Mamy całkowitą i absolutną kontrolę nad naszymi siłami zbrojnymi poprzez dowództwo wojskowe” – zapewniał minister obrony. Z kolei prezydent Arce oświadczył, że tylko naród może pozbawić go władzy. „Chcieli zaskoczyć nas i zaskoczyć Boliwijczyków. Zareagowaliśmy, a zmobilizowani ludzie również odparli tę próbę zamachu stanu” – powiedział. Boliwijski przywódca dziękował też za oświadczenia „zaprzyjaźnionych krajów”, które potępiły próbę zamachu stanu. Takie deklaracje złożyły m. in. Meksyk, Peru, Honduras a także Unia Europejska. „Nikt nie może odebrać demokracji, którą zdobyliśmy w wyborach i na ulicach krwią narodu boliwijskiego” – mówił prezydent Arce. Zbuntowany generał Juan Jose Zuniga mówił w trakcie próby puczu, że celem jego działań jest zmiana rządu w Boliwii, aby – jak stwierdził – uchronić kraj od dalszego pogrążania się w kryzysie. W przyszłym roku w kraju odbędą się wybory prezydenckie, w których ma wystartować były prezydent Evo Morales, ostro krytykowany przez generała. Po zatrzymaniu generał Zuniga został oskarżony o terroryzm i zbrojną rebelię przeciwko bezpieczeństwu i suwerenności państwa. Boliwijskie ministerstwo zdrowia poinformowało, że w trakcie próby puczu w La Paz rannych zostało 8 osób.





