Ani chwili spokoju na Bliskim Wschodzie. Trwa ósmy dzień amerykańskich ataków na Iran. Naloty coraz bardziej wpływają na życie mieszkańców południowego Iranu.
Dwóch żołnierzy zginęło a jednego uznaje się za zaginionego po tym, jak Iran wczoraj (18.07) przeprowadził atak odwetowy na amerykańską bazę w Jordanii. W odpowiedzi Stany Zjednoczone atakują południowy Iran, starając się odizolować go od reszty kraju. Jednym z celów jest największa w Zatoce Perskiej wyspa Keszm, położona u progu cieśniny Ormuz. Ze względu na tamtejszą bazę wojskową nazywana jest przez analityków „niezatapialnym lotniskowcem Iranu”. Obecny na miejscu korespondent Al Dżaziry donosi, że ataki są bardzo odczuwalne dla ludności cywilnej. Uszkodzone zostały bowiem drogi, tunele, linie kolejowe, tunele, a także liczne mosty. Ataki zmusiły do ewakuacji m.in. niektóre szpitale, odwołano także egzaminy w szkołach. Iran odpowiada, atakując głównie amerykańskie cele w regionie. Jak podaje irańska telewizja państwowa, celem była m.in. bazy wojskowe w Kuwejcie, syreny ostrzegawcze uruchomiły się też w Bahrajnie, a w Irbilu w irackim Kurdystanie konsulat USA uruchomił obronę powietrzną w związku z atakami dronów.





