W czasie, gdy prezydent Donald Trump wygłaszał we wtorek wieczorem orędzie o stanie państwa, przedstawiciele partii demokratycznej wraz ze swoimi zwolennikami zorganizowali spotkanie pod hasłem „State of the Swamp” (Stan Bagna). Na nieoficjalnym wydarzeniu pojawili się m.in. nagrodzony Oscarem aktor Robert De Niro, burmistrz Minneapolis Jacob Frey oraz burmistrz Chicago Brandon Johnson.
Podczas przemówienia Johnson skrytykował orędzie prezydenta, nazywając jego słowa „bełkotem” i „niespójnymi frazesami”. „Kiedy usłyszałem jego słowa i wysłuchałem jego retoryki, wiele z tych słów to po prostu bełkot i niespójne frazesy, a ja myślę tylko o Chicago i ludziach pracujących w całej Ameryce” – powiedział burmistrz. Poruszył również kwestię trudności, z jakimi boryka się wielu ludzi po cięciach wprowadzonych przez administrację Trumpa w opiece zdrowotnej i programie uzupełniającej pomocy żywnościowej (SNAP). „Zamiast zająć się pilnymi problemami ubóstwa i dezinwestycji, zamiast przywrócić fundusze, które obciął na opiekę zdrowotną i pomoc żywnościową, zamiast podjąć jakiekolwiek działania w celu rozwiązania kryzysu kosztów utrzymania, zbyt wysokich czynszów i zbyt niskich płac w tym kraju, ten prezydent mówił o Ameryce, która nie istnieje dla setek milionów Amerykanów” – powiedział Johnson. Burmistrz Chicago odniósł się także do federalnych działań rządu Trumpa w zakresie egzekwowania przepisów imigracyjnych podczas „Operacji Midway Blitz” oraz do uniemożliwienia rozmieszczenia oddziałów Gwardii Narodowej w mieście. „Dopóki będę burmistrzem Chicago, nigdy nie zaakceptujemy militaryzacji naszych miast” – powiedział. „Kiedy Donald Trump określa nasze miasto mianem strefy wojny, nie tylko zniekształca Chicago, ale także podważa wysiłki klasy robotniczej w całym kraju, która dowodzi, że prawdziwe bezpieczeństwo wynika z inwestycji, możliwości, zbiorowej odpowiedzialności, a nie z zastraszania ani militaryzacji” – mówił Brandon Johnson. Chicago, Minneapolis i Los Angeles zmagały się z napływem dużej liczby agentów służb imigracyjnych w ramach ogólnokrajowej akcji administracji Donalda Trumpa, której celem jest deportacja nielegalnych imigrantów. Prezydent zaznaczył, że usuwani z kraju są „najgorsi z najgorszych”. Jedna ponad 90 procent zatrzymanych imigrantów bez stałego pobytu nie ma przeszłości kryminalnej, ciężko pracuje, ma rodziny.





