29 chicagowskich radnych, ci sami którzy zablokowali projekt budżetu burmistrza Brandona Johnsona na rok 2026, przesłali burmistrzowi pismo zawierające postulaty dotyczące kolejnego roku budżetowego miasta. Nazywając się Koalicją na rzecz Odpowiedzialności Budżetowej Rady Miasta Chicago, radni napisali do burmistrza, że choć obecna prognoza deficytu budżetowego jest niższa niż wcześniej szacowano, „nadal stanowi to wyzwanie budżetowe pierwszego rzędu”, które ich zdaniem powinno opierać się na trzech zasadach.
Te trzy zasady stanowią żądania wobec Johnsona przy sporządzaniu przez niego projektu budżetu na następny rok budżetowy, ponieważ grupa radnych zaznacza, że nie zagłosuje za przyjęciem budżetu, który ich nie uwzględni. Po pierwsze, zdaniem grupy, nie powinno dojść do podwyżek podatku od nieruchomości. „Właściciele domów, najemcy i biznesy w Chicago już teraz ponoszą znaczne obciążenia z tytułu podatku od nieruchomości. Zwiększanie tych obciążeń nie jest sposobem na zniwelowanie tej luki i nie będziemy prosić ich o ponoszenie jeszcze większych kosztów” – piszą radni. Po drugie, odrzucają wszelkie tzw. podatki od głowy oraz podatek od wzrostu zatrudnienia. W zeszłym roku Johnson zaproponował w ramach swojego projektu budżetu na rok 2026 podatek w wysokości 21 dolarów miesięcznie od każdego pracownika dużych przedsiębiorstw, znany również jako podatek pod głowy, ale Rada Miasta odrzuciła tę propozycję, a Koalicja na rzecz Odpowiedzialności Budżetowej przyjęła własny plan budżetowy. Koalicja jasno dała do zrozumienia, że odrzuci każdy taki podatek, gdyby burmistrz ponownie go zaproponował w tym roku. Radni stwierdzają w liście, że w raporcie zleconym przez samego burmistrza w 2025 r. wskazano oszczędności w wysokości 1 mld dolarów wynikające z usprawnienia działania miasta, w tym likwidację stanowisk pozostających od dawna nieobsadzonych, ograniczenie kosztów zarządzania, reformę systemu zamówień publicznych, wprowadzenie dyscypliny w zakresie nadgodzin, przekształcenie stanowisk niewymagających funkcjonariusza zaprzysiężonego w stanowiska cywilne, podjęcie działań w zakresie kosztów opieki zdrowotnej i odszkodowań pracowniczych, pozbycie się zbędnego parku pojazdów i nieruchomości oraz zakończenie programów, które się pokrywają lub przynoszą zbyt małe korzyści. Radni domagają się również, aby miasto określiło, w jakim stopniu główne czynniki powodujące deficyt wskazane przez biuro burmistrza – a konkretnie kwoty wypłacane w ramach ugód sądowych dotyczących nadużyć policji – mają charakter trwały i strukturalny, a w jakim są to płatności jednorazowe. Ma to najwyraźniej na celu ustalenie czy wydatki jednorazowe, takie jak ugody sądowe, uzasadniają podjęcie działań mających na celu zwiększenie dochodów, co określają jako „stały podatek”. Domagają się również, by środki jednorazowe nie służyły do zatuszowania trwałego problemu. „Zaciąganie pożyczek, refinansowanie, rezerwy i sprzedaż aktywów nie powinny służyć do finansowania bieżącej działalności” – piszą radni, domagając się zamiast tego, by były one wykorzystywane wyłącznie na pokrycie kosztów jednorazowych lub sfinansowanie reform, które trwale obniżą wydatki. Koalicja pisze, że zdaje sobie sprawę, iż same cięcia wydatków mogą nie wystarczyć do odpowiedzialnego zlikwidowania całego deficytu, ale gdy cięcia te znajdą się „na stole”, jest gotowa rozważyć rozsądne, kontrolowane na szczeblu lokalnym opcje pozyskiwania dochodów. W szczególności zwraca uwagę na zadłużenie już istniejące wobec miasta. Z informacji podanych jeszcze w kwietniu wynikało, że miejski inspektor generalny wykrył ponad 8,1 mld dolarów zaległych długów wobec Chicago, z których część sięga lat 90. Obejmują one 1,6 mld dolarów niezapłaconych usług ratownictwa medycznego, takich jak przewozy karetką, oraz miliony należne miastu od pracowników Chicagowskich Szkół Publicznych (CPS) a także przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej (CTA).





