We Francji rośnie niezadowolenie z powodu trwającego od ponad tygodnia strajku śmieciarzy, którzy protestują przeciwko reformie emerytalnej. Na ulicach kilku miast, między innymi Paryża, gromadzą się tony worków z odpadami.
Władze miast i rząd obwiniają się nawzajem za „paraliż śmieciowy”, a mieszkańcy coraz bardziej obawiają się o swoje zdrowie. Problemy z wywożeniem śmieci mają takie miasta jak Nantes, Marsylia czy Hawr. Najtrudniejsza sytuacja panuje jednak w Paryżu. Władze stolicy szacują, że na ulicach zalega ponad 6 tysięcy ton odpadów. Przepełnione pojemniki oraz piętrzące się stosy kartonów i worków widoczne są szczególnie w najzamożniejszych i najczęściej odwiedzanych przez turystów dzielnicach miasta. Paryżanie skarżą się też na coraz większą obecność gryzoni i szczurów na ulicach. W niektórych miejscach usypiska śmieci utrudniają ruch uliczny. W efekcie merowie niektórych okręgów zatrudniają prywatne firmy do wywożenia śmieci. „To kwestia zdrowia publicznego i higieny. Głównym problemem nie jest strajk śmieciarzy, ale strajk mera Paryża – pani Anne Hidalgo, która nic nie robi” – powiedział minister transportu Clément Beaune, wzywając merostwo do reakcji. „Jest bardzo proste rozwiązanie: niech rząd ogłosi że rezygnuje z reformy emerytalnej, a śmieci znikną w jednej chwili” – odpowiedział mu na antenie radia RTL zastępca mera Paryża Emmanuel Grégoire. Budząca ogromne protesty społeczne reforma ma zostać przegłosowana przez parlament w czwartek.





