Demokraci z Illinois reagują na rozpoczętą w poniedziałek operację służb imigracyjnych w Chicago. Senator reprezentujący Illinois w Waszyngtonie, Dick Durbin stwierdził, że „to szalone czasy”.
„Prezydent Stanów Zjednoczonych zasadniczo wypowiedział wojnę amerykańskiemu miastu, które kocham i które mam zaszczyt reprezentować. To nie żart” – powiedział. Demokrata dodał, że to co się dzieje jest bezprecedensowym zagrożeniem dla wszystkich Amerykanów. Tom Homan, zwany „carem granic” zapewnił, że agenci nie wybierają osób na podstawie rasy. Tymczasem burmistrz Chicago Brandon Johnson zwrócił uwagę, że w Chicago odnotowano rekordowo niską liczbę zabójstw, dzięki czemu lato tego roku było najbezpieczniejsze od lat 60. Jednak nie wszyscy radni podzielają tę opinię. „Nasze miasto potrzebuje pomocy” – powiedział radny Anthony Napolitano z 41. okręgu. W poniedziałek rano biuro gubernatora Illinois J.B. Pritzkera poinformowało, że Biały Dom nie skontaktował się bezpośrednio z biurem gubernatora ani nie podjęło żadnych działań koordynacyjnych. W odpowiedzi na wpis DHS o rozpoczęciu akcji deportacyjnej w Chicago Pritzker powiedział: „Po raz kolejny nie chodzi tu o walkę z przestępczością. To wymaga wsparcia i koordynacji, a jednak w ciągu ostatnich kilku tygodni nie doświadczyliśmy niczego podobnego. Zamiast podjąć kroki w celu współpracy z nami w zakresie bezpieczeństwa publicznego, administracja Donalda Trumpa skupiła się na straszeniu mieszkańców Illinois”. Za centrum operacyjne służb federalnych służy oddalona o ponad 50 mil od Chicago baza marynarki wojennej Great Lakes. Ma w niej stacjonować co najmniej 300 agentów federalnych.





