Chińskie MSZ stara się załagodzić sytuację po wypowiedzi swego ambasadora we Francji, który kwestionował suwerenność byłych republik radzieckich. Rzeczniczka MSZ Chin oświadczyła, że władze w Pekinie szanują niepodległość krajów, które powstały po rozpadzie Związku Radzieckiego.
Wypowiedź ambasadora Chin we Francji padła w kontekście Ukrainy i została odebrana jako próba usprawiedliwiania rosyjskiej inwazji. Ambasador Chin w Paryżu Lu Shaye w wywiadzie dla francuskiej telewizji stwierdził, że suwerenność państw powstałych po rozpadzie Związku Radzieckiego, takich jak Ukraina, de facto nie ma umocowania w prawie międzynarodowym. Ta wypowiedź wywołała krytyczne reakcje w Unii Europejskiej, a przede wszystkim w stolicach państw, których dotyczyła. Szczególnie oburzone są władze państw bałtyckich, które będą domagać się oficjalnych wyjaśnień od chińskich władz. Tymczasem rzeczniczka chińskiego MSZ na konferencji prasowej w Pekinie stwierdziła, że Chiny respektują suwerenność państw powstałych po rozpadzie ZSRR, dementując słowa swego ambasadora we Francji. Chiny są krytykowane za niejednoznaczny stosunek wobec rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Pekin w ostatnim czasie rozwija współpracę wojskową z Rosją, jednocześnie starając się być postrzegany jako stolica działająca na rzecz zakończenia konfliktu.





