Polska w Unii Europejskiej apeluje o zmiany w pakcie migracyjnym. Ambasador Polski przy Unii Andrzej Sadoś mówił dziś o poważnych wątpliwościach.
Migracja była jednym z tematów spotkania ambasadorów krajów członkowskich, a za nieco ponad dwa tygodnie ta sprawa będzie dyskutowana przez przywódców na szczycie w Brukseli. Pakt migracyjny został wstępnie zaakceptowany przez większość krajów w ubiegłym tygodniu przy sprzeciwie Polski i Węgier. Wstrzymały się Bułgaria, Malta, Litwa i Słowacja. To było stanowisko do negocjacji z Parlamentem Europejskim w sprawie ostatecznego kształtu regulacji. Z relacji dyplomatów wynika, że ambasador Polski przy Unii zakwestionował dziś prowadzenie prac nad paktem migracyjnym przez Szwecję, kierującą pracami Unii. Ocenił, że tekst kompromisowy nie był wystarczająco przygotowany i że jego zdaniem konieczne będą jeszcze prace na poziomie technicznym. Podkreślał, że poprawki wprowadzone do paktu zostały rozesłane unijnym krajom na kilka minut przed podjęciem decyzji, co – jak miał mówić ambasador Polski przy Unii – uniemożliwiało przeprowadzenie analizy. Według Andrzeja Sadosia nadal nie są znane dokładne szczegóły porozumienia dotyczące wkładu finansowego poszczególnych państw i nie wiadomo co ma być negocjowane z Europarlamentem. Przypomniał też unijne szczyty z ostatnich lat i nacisk na decyzje podejmowane na zasadzie konsensusu i na dobrowolną relokację. Tymczasem – jak argumentował – uzgodniony wstępnie pakt migracyjny to defacto powrót do obowiązkowej relokacji z 2015 roku, która nie była skuteczna. Unijni dyplomaci, relacjonując przebieg spotkania, wspomnieli też argumenty polskiego ambasadora, że relokacja jest czynnikiem przyciągającym nielegalna migrację, że opłaty w wysokości 20 tysięcy euro za każdą nieprzyjętą osobę są de facto karami finansowymi. Ambasador Andrzej Sadoś miał także przypomnieć lutowe ustalenia przywódców 27-mki o adekwatnym wsparciu krajów, które przyjęły uchodźców wojennych z Ukrainy i że do tej pory to nie nastąpiło. Do Polski, jak podkreślił ambasador, dotarło z powodu wojny 12 milionów Ukraińców, z czego milion wciąż tam przebywa. Powtórzył, że z unijnego budżetu Polska otrzymała wsparcie w wysokości 200 euro na osobę, co jest – jak mówił – niewystarczające. Według relacji dyplomatów ambasador Andrzej Sadoś miał też wskazać na różnicę 200 euro na jednego uchodźcę z Ukrainy z sumą 20 tysięcy euro za odmowę przyjęcia migranta, który nadużywa procedury azylowej.





