Liczba ofiar podwójnego trzęsienia ziemi w Syrii i w Turcji przekroczyła 21 tysięcy. Po poniedziałkowym kataklizmie tysiące ratowników wciąż przeczesują gruzowiska po tureckiej i po syryjskiej stronie granicy.
Szanse na uratowanie żywych są jednak minimalne, bo od pierwszych wstrząsów minęły już ponad cztery doby. Poniedziałkowe trzęsienie jest najbardziej tragicznym w historii Turcji co najmniej od 1939 roku. Ponad 18 tysięcy ofiar po stronie tureckiej oznacza, że zginęło więcej osób niż w tragicznym trzęsieniu w Turcji w 1999 roku. W prowincji Hatay ratownikom udało się wyciągnąć spod gruzów 10-dniowego noworodka, a także półtoraroczne niemowlę i jej rodziców, brata i wujka. W Diyarbakir uratowano chłopca i jego matkę, którzy byli pod gruzami przez 103 godziny. W Kirikhan niemieccy ratownicy uratowali kobietę po tym, jak usłyszeli dobywający się z gruzów płacz. „Słyszeliśmy płacz i pociąganie nosem. Nawiązaliśmy z nią kontakt i staraliśmy się przede wszystkim ją uspokoić. Można sobie wyobrazić, przez jakie piekło przeszła ta kobieta, gdy słyszała ratowników nad sobą przez 50 godzin“ – mówi Benno Riehl, jeden z niemieckich ratowników. Uratowanym grozi jednak teraz wyziębienie. Wiele osób koczuje pod gołym niebem w ujemnych temperaturach. Na miejscu brakuje też jedzenia i wody. Do Turcji i Syrii płynie też pomoc humanitarna. Bank Światowy obiecał Turcji ponad półtora miliarda dolarów. Nowa Zelandia zapowiedziała, że przeznaczy 2 miliony dolarów nowozelandzkich. Stany Zjednoczone z kolei zawiesiły część sankcji na Syrię, by można było dostarczyć tam pomoc humanitarną.





