Prawnicy chicagowskiego Uniwersytetu Loyola próbują podważyć pozew studentek o ataki na tle seksualnym

28 października 2026

Uniwersytet Loyola w Chicago podejmuje kroki prawne w ramach pozwu dotyczącego napaści seksualnych, złożonego przez 10 byłych studentek. Niespełna miesiąc po tym, jak chicagowscy dziennikarze opisali sprawę domniemanej napaści seksualnej na studentkę występującą pod pseudonimem „Jane Doe G”, do której miało dojść w 2019 roku, uczelnia zwróciła się do sędziego federalnego o oddalenie jej roszczeń bez przeprowadzania procesu.

„Nie byłam odosobnionym przypadkiem. Padłam ofiarą seryjnego sprawcy na terenie Uniwersytetu Loyola i nie byłam pierwszą osobą, której to spotkało. Oznacza to, że do mojej sytuacji mogłoby nie dojść, gdyby uczelnia zareagowała w odpowiednim czasie” – powiedziała „Jane Doe G” w rozmowie z NBC Chicago. Jest ona jedną z 10 byłych studentek, które pozwały Uniwersytet Loyola, twierdząc, że padły ofiarami napaści seksualnych. Jak ustalił zespół NBC 5 Investigates, uczelnia złożyła wniosek o wydanie wyroku w trybie uproszczonym (summary judgment), dążąc do wykluczenia „Jane Doe G” z postępowania. Pełnomocniczka studentki, stwierdziła, że ​​Uniwersytet Loyola próbuje przedstawiać historię każdej z kobiet jako odosobniony incydent. „W tej sprawie nie chodzi o pojedyncze zdarzenia czy napaści. Chodzi o odpowiedzialność instytucjonalną” – podkreśliła prawniczka. Rzecznik uczelni Loyola poinformował, że nie może komentować toczącego się postępowania sądowego. Nowe dokumenty sądowe złożono w piątek – w dniu, który był ostatecznym terminem dla obu stron sporu. Rozprawę zaplanowano na wrzesień przyszłego roku. Osoba występująca pod pseudonimem „Jane Doe G” dołączyła do pozwu w marcu 2023 roku. Zarzuca ona uczelni Loyola, że ​​od 2011 roku systemowo niewłaściwie rozpatrywała skargi studentów dotyczące wykroczeń o charakterze seksualnym oraz zaniżała liczbę takich zgłoszeń. Prawnicy uczelni Loyola argumentują obecnie, że pozew złożony przez „Jane Doe G” wpłynął zbyt późno ze względu na upływ terminu przedawnienia, a przedstawione dowody nie potwierdzają jej zarzutów. W dokumentach sądowych Loyola twierdzi ponadto, że zareagowała „niezwłocznie”, gdy studentka poinformowała swojego wykładowcę o incydencie z 2019 roku. Skontaktowano się z nią w ciągu 24 godzin a oskarżonego studenta zawieszono w prawie do korzystania z akademika, a ostatecznie usunięto go z uczelni. Z akt sądowych wynika jednak, że do wydalenia studenta doszło ponad dziewięć miesięcy po pierwszym zgłoszeniu sprawy. Uczelnia Loyola twierdzi również, że „Jane Doe G” nie została „pozbawiona żadnych możliwości edukacyjnych”, wskazując, że ukończyła studia w terminie i z powodzeniem rozwija karierę zawodową. Jej pełnomocnik kwestionuje to stanowisko. „Chodzi o możliwości, których odmówiono jej na terenie kampusu – a mianowicie o pełne uczestnictwo w życiu studenckim, udział w zajęciach pozalekcyjnych oraz poczucie bezpieczeństwa w akademikach czy podczas zajęć dydaktycznych” – stwierdziła prawniczka reprezentująca poszkodowaną. „Jane Doe G” podkreśla, że ​​skutki tego doświadczenia wykraczają poza sferę edukacji. „To zdarzenie zmieniło moje życie również w wymiarze fizycznym. Obecnie cierpię na częste napady drgawkowe, wywoływane przez stres – co jest niezwykle przykre. Mój organizm prawdopodobnie nie będzie już funkcjonował tak, jak powinien i jestem pod tym względem ograniczona” – powiedziała.

PARTNERZY