Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński uważa, że Polska nie powinna rezygnować ze złotego. Szef banku centralnego skierował do uczestników Forum Suwerenności Monetarnej list, który odczytała dyrektor Departamentu Emisyjno-Skarbcowego w NBP Barbara Jaroszek.
W liście prezes NBP podkreślił, że dzięki własnej walucie możliwe jest prowadzenie suwerennej polityki pieniężnej, co wspiera rozwój gospodarczy Polski. Szef banku centralnego podkreślił też ważną rolę gotówki. W liście do uczestników Forum Suwerenności Monetarnej Adam Glapiński wskazał, że możliwość gromadzenia oszczędności w gotówce zwiększa poczucie bezpieczeństwa obywateli, a o przydatność gotówki przekonali się uciekający przed wojną Ukraińcy. Przykłady z Europy Środkowo-Wschodniej pokazują, że po wejściu do strefy euro gospodarka może mocno ucierpieć. Niemal zawsze wprowadzeniu waluty euro towarzyszy wzrost kosztów pracy, który powoduje, że gospodarka staje się mniej konkurencyjna na tle innych państw. Wspólna waluta zjednoczonej Europy miała być zbawieniem dla gospodarek krajów Starego Kontynentu. Członkowie Unii Europejskiej mieli mieć zapewnione łatwe, tanie i bezpiecznie zakupy. Łatwiej też powinna odbywać się wymiana handlowa z resztą świata. Waluta euro została wprowadzona 20 lat temu. W 2002 roku przyjęło ją 12 państw tzw. starej Unii. Nie zrobiły tego Wielka Brytania, Szwecja i Dania, które z uwagi na przywiązanie pozostały przy swoich narodowych walutach. Według wyliczeń europejskich urzędników z początku tego wieku – z 2,3 proc. inflacji w 2002 r. tylko od 0,1 p.p. do 0,3 p.p. było spowodowane przejściem na euro. Niektóre kraje, które później weszły do strefy euro, tak dużo szczęścia nie miały. Jako pierwsza samodzielnie poczyniła wspomniany krok Słowenia. Rezygnacja z monetarnej suwerenności na rzecz banku we Frankfurcie przebiegała poprawnie. Słowenia weszła w 2007 r. z nową walutą i z 2,3-procentową inflacją. Problem zaczął pojawiać się, gdy z końcem wiosny zaprzestano podawania cen produktów w dotychczasowej walucie, czyli tolarze. Inflacja zaczęła rosnąć. Późnym latem wzrost cen w Słowenii jeszcze przyspieszył. W październiku inflacja osiągnęła 5,1 proc. – znów o wiele więcej, niż oczekiwano. Natomiast w listopadzie było aż 5,7 proc. Najbardziej zdrożały żywność i napoje – o ok. 11,7 proc. Euro „namieszało” także w Estonii. W pierwszych miesiącach po wprowadzeniu euro wskaźnik zmian cen był wysoki – wynosił ok. 5 proc., a więc o 2-3 p.p. więcej niż w strefie euro. Jego gwałtowny wzrost nastąpił jednak nie po przyjęciu wspólnej europejskiej waluty, lecz w roku poprzedzającym to wydarzenie. Wzrostowi inflacyjnemu po wprowadzeniu euro przeczą jednak przykłady Słowacji i Litwy. Tam w pierwszym roku po wprowadzeniu euro nastąpił spadek zarówno wskaźnika zmian cen, jak i różnicy wobec wskaźnika zmian cen w strefie euro. Nie zaobserwowano także znaczącej różnicy między stopą inflacji w tych krajach a stopą inflacji w strefie euro w roku poprzedzającym przyjęcie wspólnej waluty. Na Łotwie, która weszła do strefy euro w 2014 r., inflacja pozostawała bez zmian. We wszystkich przypadkach krajów z Europy Środkowej po wejściu do Eurolandu spadła konkurencyjność gospodarki. To efekt wzrostu kosztów pracy. Dzieje się to jednak w dłuższym okresie niż przy wzrostach inflacyjnych. Duże koszty pracy to mniejsze zainteresowanie inwestycjami. Przedsiębiorcy nie chcą inwestować tam, gdzie cena za pracę jest duża, a produktywność – niewielka. Po wprowadzeniu euro we wspomnianych krajach największy spadek konkurencyjności odnotowała właśnie Estonia. Pozytywnym aspektem zmian po wejściu do strefy jest wzrost wymiany towarów między krajami UE. To efekt likwidacji ryzyka walutowego. Ponadto łatwiej negocjować warunki umów w tej samej walucie, a także realizować płatności w podobnym systemie bankowym. Chorwacja przystąpiła do strefy euro 1 stycznia. Techniczne przejście do europejskiej wspólnej waluty, która zastąpiła poprzednią walutę narodową, kunę, podobno przebiegło bez trudności. Na razie upłynęło zbyt mało czasu, by obiektywnie ocenić skutki tej zamiany walutowej. Jednak konsumenci skarżą się, że nowe ceny w euro są wyższe niż kilka dni temu, kiedy kuny były jeszcze w użyciu. Minister gospodarki i zrównoważonego rozwoju Davor Filipović powiedział, że czarna lista sprzedawców detalicznych jest „intensywnie omawiana” przez rząd. Tymczasem stowarzyszenia konsumentów, które monitorują ceny, oskarżyły detalistów o manipulowanie cenami w polowaniu na zyski, donosi Chorwacka Agencja Informacyjna HINA.





