Prezydent Wenezueli Nicolás Maduro wraz żoną Cilią Flores zostali przetransportowani do Nowego Jorku po tym jak amerykańscy komandosi schwytali ich poprzedniej nocy w Caracas. W najbliższych dniach ma on stanąć przed sądem federalnym na Manhattanie pod zarzutem posiadania narkotyków i broni.
Biały Dom argumentuje, że schwytanie Maduro było legalne, ponieważ ciążą na nim zarzuty postawione przez nowojorską prokuraturę. To dlatego w operacji sił specjalnych USA uczestniczyli amerykańscy agenci federalni. Prokurator generalna Stanów Zjednoczonych Pam Bondi oświadczyła, że Maduro „wkrótce poniesie pełną odpowiedzialność przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości”. Akt oskarżenia z 2020 roku obejmuje terroryzm narkotykowy, import kokainy, posiadanie broni maszynowej i urządzeń niszczących przeciwko Stanom Zjednoczonym. Choć oficjalnym powodem uprowadzenia Nicholasa Maduro są zarzuty związane z przemytem narkotyków do USA, podczas wystąpienia w Mar-a-Lago Donald Trump wskazywał też na inne powody operacji. Prezydent mówił o złożach ropy naftowej i przypomniał też dziewiętnastowieczną doktrynę Monroe, która mówi o tym, że obie Ameryki należą do strefy wpływów USA. Operacja aresztowania Maduro przypominała klasyczne uderzenie wojskowe. Amerykanie zniszczyli część infrastruktury cywilnej i militarnej. W trakcie operacji doszło do wymiany ognia. Żaden amerykański żołnierz nie zginął. Według władz w Caracas zabitych zostało około 40 obywateli Wenezueli. W operacji użyto ponad 150 różnych samolotów startujących z około 20 baz na półkuli zachodniej. Szturm sił specjalnych USA poprzedziły wielomiesięczne przygotowania. Cały wariant działań był wcześniej wielokrotnie ćwiczony na makiecie obiektu.





