Naukowcy są pewni, że zbłąkana rakieta SpaceX uderzyła w Księżyc zgodnie z przewidywaniami. Choć nikt nie zaobserwował samej kolizji, do której doszło przy prędkości 8700 kilometrów na godzinę, to teleskop w Chile zarejestrował obiekt zidentyfikowany przez astronomów jako chmura szczątków powstała w wyniku tego zderzenia.
Eksperci analizują teraz, jaki to wydarzenie może mieć wpływ na przyszłe eksploracje Srebrnego Globu. Naukowcy poinformowali, że rakieta SpaceX, która wyniosła w kosmos dwa lądowniki księżycowe, zgodnie z przewidywaniami uderzyła w Księżyc po tym, jak przez ostatni rok dryfowała poza wyznaczonym kursem. Eksperci zajmujący się śledzeniem obiektów kosmicznych stwierdzili, że zderzenie pozostałego członu rakiety z Księżycem było nieuniknione. W związku z planami NASA dotyczącymi powrotu astronautów na powierzchnię Srebrnego Globu już w 2028 roku i docelowej budowy stałej bazy księżycowej, uderzenie jest również okazją do zbadania ryzyka, jakie może ono stwarzać dla ludzi i sprzętu. To doskonały sposób na zbadanie zarówno zagrożeń bezpośrednich takich jak ryzyko uderzenia przez odłamki czy oślepienia błyskiem światła jak i zagrożeń pośrednich, czyli ryzyka uderzenia przez chmurę wyrzuconej materii, co mogłoby zakłócić funkcjonowanie statków kosmicznych znajdujących się na orbicie Księżyca. Przewidywane miejsce uderzenia to pokryty pyłem, jałowy obszar w pobliżu krateru Einstein, położony na oświetlonym słońcem zachodnim skraju tarczy Księżyca w pobliżu granicy między stroną widoczną a niewidoczną z Ziemi, co czyni ten rejon szczególnie trudnym do obserwacji.





