Syria oficjalnie poprosiła Unię Europejską o pomoc po poniedziałkowych trzęsieniach ziemi. Był to największy od setek lat kataklizm w rejonie Turcji i Syrii. Do tej pory zabił 11 tysięcy osób, ale liczba ofiar może wzrosnąć.
Prośba władz w Damaszku o pomoc jest bezprecedensowa, bo od rozpoczęcia krwawej wojny domowej w Syrii kraje Zachodu nie utrzymują stosunków dyplomatycznych z rządem prezydenta Baszara al-Asada. Unijni dyplomaci potwierdzili, że oficjalna prośba z Damaszku wpłynęła i że Turcja i Syria dostaną pomoc humanitarną wartą 6,5 miliarda euro. Choć liczba ofiar w Syrii jest mniejsza niż w Turcji, to skala zniszczeń także jest ogromna, a warunki pracy ratowników są niezwykle trudne. Większość zachodnich ekip poszukiwawczych nie jest w stanie dotrzeć do Syrii, a na miejscu nie ma też potrzebnego ciężkiego sprzętu. Ratowników do Syrii wysłały m.in. Rosja, Iran i Pakistan czyli kraje, które są w dobrych relacjach z syryjskimi władzami. Nie jest jasne, jaka sytuacja panuje na terenach kontrolowanych przez syryjskich Kurdów. Ponieważ są oni uznawani przez władze za wrogów, to ich tereny są obecnie odcięte od świata.





