Szczyt NATO w Turcji skrócony ze względu na prezydenta Donalda Trumpa

6 lipca 2026

Ogłoszenie nowych kontraktów obronnych, wsparcie Ukrainy, zwiększanie wydatków na obronę – to tematy rozpoczynającego się jutro (07.07) szczytu NATO w stolicy Turcji, Ankarze. Dyplomaci w kwaterze głównej Sojuszu Północnoatlantyckiego obawiają się jednak sporów na linii USA-Trump o wydatki na zbrojenia i wojnę z Iranem.

Tym bardziej, że ostatnie wypowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa pod adresem europejskich sojuszników były krytyczne. Amerykański prezydent, pytany niedawno o szczyt, mówił, że gdyby nie odbywał się on w Turcji, to by się na nim nie pojawił. „Lecę z szacunku dla prezydenta Erdogana” – powiedział. Ze względu na Donalda Trumpa szczyt został ograniczony. Jutro (7.07) wieczorem przywódcy Sojuszu spotkają na kolacji, a sesja robocza będzie jedna, w środę (8.07), która potrwa nieco ponad 3 godziny. „Niektóre mecze na Wimbledonie trwają znacznie dłużej. Sam fakt, że będzie jedna sesja, dużo mówi. Nie zostaną przyjęte żadne dokumenty na miarę chociażby koncepcji strategicznej NATO, czy na przykład jakiejś nowej doktryny w sprawie Chin czy Rosji. Nie ma w tej chwili mowy o zaproszeniu jakiegokolwiek nowego kraju do Sojuszu” – skomentował Robert Pszczel, były wieloletni dyplomata w kwaterze głównej NATO, ekspert w Ośrodku Studiów Wschodnich, doradca do spraw dyplomacji Zarządu Defence24. Sesja jest jedna, bo – jak można usłyszeć – Donald Trump szybko się nudzi. Chodzi też o to, by było jak najmniej możliwości do kłótni na szczycie z europejskimi przywódcami. Taka była decyzja sekretarza generalnego NATO. Według Roberta Pszczela to nie jest dobra strategia. Jego zdaniem przywódcy Sojuszu powinni mieć możliwość otwartej, dłuższej dyskusji. „Szczyt po to się zwołuje, aby móc przedyskutować wszystko w sposób otwarty i jeśli to oznacza pewne spory, to trudno, ale nie ma innej okazji. Ja osobiście uważam, że dobrze byłoby, gdyby sojusznicy się troszkę posprzeczali, bo jest o co, zwłaszcza, jeśli chodzi o podejście administracji amerykańskiej, bo ona po prostu zwyczajnie w wielu sprawach nie ma racji. W tych, w których ma rację, to już jest dawno uzgodnione” – dodał Robert Pszczel. Chodzi o proces przejmowania odpowiedzialności w bardzo dużym stopniu za wkład w obronę Europy. Ograniczenie szczytu do jednej kilkugodzinnej sesji tonuje oczekiwania i stąd – jak zwraca uwagę Robert Pszczel – nie należy się spodziewać żadnych strategicznych decyzji. „Tu chodzi raczej o trzymanie pewnego kursu” – dodał wieloletni dyplomata i urzędnik w kwaterze głównej NATO. Wciąż jednak wielką niewiadomą jest, jak zachowa się prezydent USA. Europejscy sojusznicy zwiększają wydatki na obronę, w ubiegłym roku tempo wzrostu było najszybsze od niemal siedmiu dekad. Ale dopiero na szczycie okaże się, czy dla Donalda Trumpa to wystarczające. Wypowiedzi z ostatnich tygodni nie napawały optymizmem. „I to mimo, powiedziałbym, dramatycznego wysiłku chociażby sekretarza generalnego, który w czasie ostatniego pobytu w Białym Domu już stawał na głowie, żeby po prostu przekonać Donalda Trumpa, że jest geniuszem i właściwie osiągnął najwięcej w NATO od czasu Eisenhowera, co oczywiście jest ciekawą konstrukcją myślową” – powiedział Robert Pszczel, nawiązując do prezentacji z wykorzystaniem wykresów i tabelek, przygotowanej przez szefa Sojuszu. Mark Rutte pokazywał w obecności prezydenta USA, zebranych gości i dziennikarzy, jak wzrosły wydatki na obronę dzięki presji Donalda Trumpa. Krótki film wideo robił furorę w mediach społecznościowych, a w wielu stolicach NATO-wskich dało się odczuć zażenowanie uniżoną postawą sekretarza generalnego Sojuszu Północnoatlantyckiego. „Mimo to prezydent Trump nie sprawia wrażenia zadowolonego z NATO. I nie sprawia też wrażenia osoby, która jedzie na ten szczyt, aby wysłuchać, co mają inni sojusznicy do powiedzenia” – podsumował Robert Pszczel. Na zakończenie szczytu ma być przyjęta krótka deklaracja. Były wieloletni dyplomata NATO-wski, obecnie ekspert OSW i Defence24, oczekuje, że znajdą się w niej przynajmniej sformułowania ze szczytu G7, określające Rosję jako agresora. „To jest o tyle istotne, że wiemy, że stanowisko administracji amerykańskiej wielokrotnie było co najmniej chwiejne” – dodał. Jeszcze przed rozpoczęciem szczytu, podczas Forum Przemysłu Obronnego, ogłoszone mają być kontrakty zbrojeniowe warte miliardy. „Zapowiadane jest podpisanie kontraktów, deklaracji i oświadczeń, które dotyczą rzeczywiście sum już bardzo znaczących, czyli być może dziesiątek miliardów dolarów” – powiedział Robert Pszczel.

PARTNERZY