W Stanach Zjednoczonych nie milkną kontrowersje wokół tymczasowego ośrodka zatrzymań dla migrantów, położonego na odludnych bagnach na południu Florydy. Zatrzymani oraz ich bliscy potępiają panujące tam warunki, w tym brak wody, problemy z elektrycznością i mnóstwo komarów.
Nazwa Alligator Alcatraz nawiązuje do historycznego amerykańskiego więzienia u wybrzeża San Francisco. Ośrodek przyciągnął powszechną uwagę ze względu na swoje odległe położenie w Everglades – rozległym subtropikalnym terenie podmokłym zamieszkanym przez aligatory, krokodyle i pytony. Władze Florydy uznały zdradliwy krajobraz za „naturalną barierę” wymagającą minimalnej ochrony, otrzymując szeroką aprobatę od Donalda Trumpa. Władze hrabstwa Miami – Dade, na którego terenie położony jest ośrodek, zażądały w tej sprawie wyjaśnień od prokuratora generalnego Florydy z prośbą o dostęp do całego imigranckiego obozu oraz możliwości monitorowania. Obywatel Kolumbii zeznał między innymi, że przebywa tam od trzech dni bez dostępu do potrzebnych mu leków. Miesięczna liczba zatrzymań imigrantów gwałtownie wzrosła pod rządami Donalda Trumpa – z 39 tysięcy w styczniu do ponad 56 tysięcy do 15 czerwca – informuje Biały Dom.