Weszło w życie 72-godzinne zawieszenie broni w Sudanie. Od tygodnia w jednym z największych krajów Afryki trwa walka o władzę między rządową armią a paramilitarną bojówka Siły Szybkiego Wsparcia. Mimo zawieszenia broni, w stolicy kraju rano słychać było serie z karabinów.
Rozejm został wynegocjowany przez wspólnotę międzynarodową. O zawieszenie broni apelowali m.in. sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres oraz Stany Zjednoczone. Pretekstem do przerwania walk ma być rozpoczęte właśnie jedno z najważniejszych muzułmańskich świąt Eid al-Fitr. Paramilitarne Siły Szybkiego Wsparcia poinformowały, że zgadzają się na rozejm. Dowódca rządowej armii i lider kraju generał Abdel Fattah al-Burhan w opublikowanym rano przesłaniu z okazji świąt nie powiedział, że będzie przestrzegał rozejmu, ale wyraził jedynie nadzieję, że wkrótce do kraju wróci pokój. „Jestem pewien, że przezwyciężymy trudności i wyjdziemy z tego solidarni, silni i że Sudan będzie już tylko szedł do przodu“ – mówił. W dotychczasowych walkach zginęło już ponad 300 osób. Tysiące osób uciekły ze stolicy Sudanu Chartumu, gdzie starcia spowodowały, że kończy się jedzenie i woda pitna. Z kraju uciekło dotąd co najmniej 20 tysięcy osób. Sudanem przez lata rządził oskarżany o dyktaturę prezydent Omar al-Baszir. Zarówno obecny szef armii jak i przywódca paramilitarnych bojówek to generałowie, którzy służyli w czasie prezydentury obalonego w 2019 roku Baszira.





