Klopoty z 14. poprawka

8 maja 2015

Czlowiek staje sie Amerykaninem, gdy sie urodzi w Stanach Zjednoczonych. Niewazne to czy rodzice sa Amerykanami. Obywatelstwo osbie urodzonej w USA gwarantuje 14. poprawka do Konstytucji. Ale w Stanach Zjednoczonych podnosza sie glosy, aby zmienic ten konstytucyjny zapis. Tymczasem sam prezydent Barack Obama moze miec klopoty z 14. poprawka, gdyz spora grupa Amerykanów zwrócila sie do Sadu Najwyzszego, by sprawdzil czy Obama istotnie urodzil sie na terenie Stanów Zjednoczonych. Nie kazda osoba urodzona na amerykanskiej ziemi powinna miec prawo do obywatelstwa USA – tak chce kongresman Nathan Deal, który kandyduje na stanowisko gubernatora stanu Georgia z ramienia Partii Republikanskiej. Zglosil on juz nawet projekt ustawy w tej sprawie. Deal kwestionuje obecna interpretacje 14. poprawki do Konstytucji, która uznaje tzw. "prawo ziemi" przy nabywaniu obywatelstwa. Kongresman utrzymuje, ze poprawka jest niezgodna z intencjami jej twórców sprzed 151 lat. Wtedy celem przyjetej poprawki bylo uznanie prawa do obywatelstwa dla wyzwolonych niewolników, a nie np. dla dzieci nielegalnych imigrantów. Deal proponuje, aby automatyczne obywatelstwo nabywaly dzieci urodzone na amerykanskiej ziemi, jesli przynajmniej jedno z rodziców jest obywatelem USA, legalnym rezydentem albo czlonkiem amerykanskich sil zbrojnych. Propozycja Deala ma chyba niewielkie szanse na realizacje, ale juz samo jej zgloszenie wywolalo po raz kolejny ostra dyskusje miedzy przeciwnikami i zwolennikami imigracji. Przeciwnicy przypomnieli, ze "prawo ziemi" zacheca do nielegalnej imigracji i utrudnia egzekwowanie prawa imigracyjnego. Chca oni doprowadzic do zlikwidowania instytucji tak zwanych "anchor babies", czyli dzieci-obywateli, których rodzice sa nielegalnymi imigrantami. Urodzenie dziecka w USA przez taka rodzine pozwala czlonkom tej rodziny zakotwiczyc sie w USA w oparciu o dziecko bedace obywatelem. "Prawo ziemi" – jak to w USA – obowiazuje dzis w bardzo niewielu rozwinietych krajach. Obecna interpretacja 14. poprawki stala sie elementem tradycji legislacyjnej Ameryki, która zawsze zyczliwie traktowala imigrantów. Likwidacja "prawa ziemi" nie rozwiaze takze problemu nielegalnej imigracji – tak twierdza zwolennicy tego prawa – i wskazuja, ze miliony dzieci rodzacych sie w USA stanie sie praktycznie bezpanstwowcami, co bedzie mialo bardzo powazne konsekwencje prawne i spoleczne.

Klopoty z 14. poprawka moze miec sam prezydent Obama. Wprawdzie przedstawil on swój akt urodzenia, z którego wynika, ze urodzil sie na Hawajach, czyli na terytorium USA, ale rzecz w tym, ze jest to tylko skrócony akt urodzenia. I ostatnio po raz pierwszy urzednik Bialego Domu zdecydowal sie oficjalnie odpowiedziec na pytanie dotyczace watpliwosci w kwestii aktu urodzenia Baracka Obamy. Rzecznik prasowy Bialego Domu Robert Gibbs, zapytany dlaczego Obama nie ujawni swego pelnego aktu urodzenia, zachowal sie dosc dziwnie, kilkakrotnie sie zasmial i stwierdzil, ze znajduje sie on juz od dawna w internecie. Korespondent serwisu worldnetdaily.com zapytal Gibbsa, dlaczego Barack Obama, pomimo zlozenia obietnicy na temat przejrzystosci w swej administracji, ciagle odmawia publicznego ujawnienia swego aktu urodzenia. Jak przypomnial, pod petycja w tej sprawie podpisalo sie 400 tysiecy amerykanskich obywateli. Czesc przeciwników Obamy twierdzi nadal, iz nie udowodnil on jednoznacznie faktu swych narodzin na terytorium USA, poniewaz zamiast pelnej wersji aktu urodzenia, która bezspornie poswiadczalaby, ze faktycznie urodzil sie on na Hawajach, opublikowano jedynie jego skrócona wersje – w formie zdjec w internecie. Jesli okazaloby sie, ze Obama nie urodzil sie na terytorium USA, to zostalby pozbawiony urzedu prezydenta USA. Pytanie o akt urodzenia Obamy bylo precyzyjne i dotyczylo pelnej wersji aktu urodzenia Obamy, zawierajacej takze adres szpitala, w którym urodzil sie przyszly prezydent oraz nazwisko lekarza odbierajacego poród. Na to pytanie rzecznik Bialego Domu odpowiedzial tylko, ze akt ten znajduje sie w internecie. Tymczasem w sieci opublikowano jedynie kilka zdjec skróconego aktu urodzenia Obamy, nie zawierajacego pelnych informacji na temat jego urodzenia. Rzecz w tym, ze taka skrócona wersje aktu urodzenia wladze Hawajów wydawaly takze dla dzieci, które urodzily sie poza stanem, i wlasnie ten fakt budzi nadal kontrowersje co do rzeczywistego miejsca urodzenia 44. prezydenta USA. Rzecznik nie udzielil odpowiedzi na temat pelnej wersji aktu urodzenia, mówiac tylko wlasnie o jego skróconej wersji.

W marcu Sad Najwyzszy i Departament Sprawiedliwosci oswiadczyly, ze zajma sie wyjasnieniem watpliwosci w kwestii aktu urodzenia Baracka Obamy. Wczesniej, w sadach róznego szczebla, amerykanscy obywatele w kwestii tego dokumentu zlozyli juz kilkanascie pozwów. S prawa jest istotna, bo gdyby okazalo sie, ze Obama nie urodzil sie w USA utracilby urzad prezydenta. Zagadkowe jest tez zachowanie jego rzecznika, który chcial wysmiac tych obywateli, którzy chca rozwiania watpliwosci wokól miejsca urodzenia Obamy. Jezeli zwazyc, ze chodzi tu o prezydenta uzyskanie odpowiednich dokumentów nie powinno stanowic trudnosci. Przeciez administracja USA dysponuje ogromna machina, która moze bez wiekszych klopotów dotrzec do dokumentów, które wyjasnilyby czy faktycznie Obama urodzil sie na Hawajach czy na przyklad w Kenii, jak twierdza niektórzy przeciwnicy obecnego prezydenta. Sprawa ta ma zajac sie sad najwyzszy. I to jest wlasciwe miejsce do ostatecznego wyjasnienia tej zagadkowej sprawy.

PARTNERZY

single.php