Na tej pięknej amerykańskiej ziemi imigranci są wśród nas. i my także byliśmy kiedyś imigrantami. Odkąd Kolumb odkrył Amerykę, z całego świata przybywają tu chętni w nadziei, że powtórzą jego sukces.
Jak dotychczas opisy, badania i doświadczenia wskazują, że kluczem powodzenia w Ameryce jest praca. Od pewnego czasu zmienia się atmosfera Wietrznego Miasta. W pobliżu mostów, skrzyżowań ulic dojazdowych do centrum stoją czasem młode osoby z jednym lub dwójką małych dzieci. Prawdopodobnie przybyli z Ameryki Środkowej lub Południowej. Czekają spokojnie, nie podchodzą do stojących na światłach samochodów. Kierowcy lub pasażerowie w samochodach przyzwyczajeni są do udzielenia pomocy. Trudno się porozumieć, więc wręczają tym osobom kilka dolarów, ale czy o taką pomoc proszą, czy o to chodzi? Wkrótce nadejdą jesienne dni, a o zmroku, trudniej rozpoznać potrzebującą matkę od złoczyńcy, którym coraz częściej bywa nastolatek z bronią w ręku. Decydenci Wietrznego Miasta organizują schronienie coraz większej ilości rodzin i samotnych, młodych osób, przywożonych z innych Stanów, gdzie przekroczyli granicę. Podobnie jest w Los Angeles i w Nowym Jorku. Te miasta, metropolie, traktowane są na zasadzie sanctuary city, miast przyjaznych imigrantom. A co z adaptacją, z opieką zdrowotną, z zajęciem płatnym, z pracą, pozwalającą na samodzielne utrzymanie? W pobliżu polonijnych dzielnic, przy skrzyżowaniach ulic także mijamy matki z dziećmi. Jeszcze wiosną emigranci otrzymali schronienie w obiektach zajmowanych do niedawna przez policję. W polonijnej dzielnicy przeznaczono dla nich szkołę, a obok miejsca na kampusach, w internatach. Ale wakacje mijają. Ostatnio kolejny bus przywiózł kilkadziesiąt imigrantów do osiedlenia w Wietrznym Mieście. Czego potrzebuje człowiek na nowej ziemi, w nowych warunkach? O farciarzach, wygrywających wielkie fortuny, o wyprawach po złoto, czy inne skarby ziemi, krążą legendy a filmowcy zbijają kasę. Niewielu z tego korzysta. Jeśli przyjdzie podać pomocną dłoń swemu bratu czy siostrze z dziećmi, do kogo zaapeluje władza? Do nas. Też byliśmy imigrantami. Wiadomo, że potrafimy pomagać, a do pracy nikt nie musi nas zachęcać. Tylko kto i jak upomni się o ulgę, należną przy rozliczeniu dochodów, pomniejszonych o kolejne wydatki pomocowe …