Radosław Sikorski o unijnym funduszu dla Ukrainy: To sygnał dla Putina że nie wygra

4 kwietnia 2024

Stworzenie specjalnego funduszu dla Ukrainy to sygnał dla Putina, że nie wygra wojny z tym krajem. To opinia ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Chodzi o 100 miliardów dolarów na pięć lat. Taką propozycję przedstawił sojusznikom wczoraj sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Polska tę propozycję poparła.

„Ważne by było, aby Putin zrozumiał, że planujemy, jak trzeba, i to na parę lat, i że nie jest w stanie tego wygrać w ciągu paru miesięcy czy nawet roku czy dwóch. Że jako Sojusz Północnoatlantycki jesteśmy 20 razy bogatsi od niego, i że jak trzeba będzie, to stać nas na długotrwały konflikt” – powiedział szef polskiego MSZ-tu. Idea funduszu jest taka, że Sojusz przejmie od USA koordynacje dozbrajania Ukrainy i będzie nadzorował szkolenia ukraińskich żołnierzy. Do tej pory NATO nie chciało się angażować i polegało w tej sprawie na Stanach Zjednoczonych, by nie stwarzać wrażenia, że jest stroną konfliktu. Teraz tych obaw nie słychać. Co więcej, NATO niejako zdaje się przygotowywać na wybory prezydenckie w USA i chce zinstytucjonalizować wsparcie dla Ukrainy. Chodzi o to, że jeśli wygra Donald Trump, który wiele razy zapowiadał, że wstrzyma pomoc finansową dla Kijowa, trudniej byłoby się z takiego funduszu wycofać, gdyby był on pod egidą NATO i ze sprawiedliwym podziałem obowiązków między kraje członkowskie. Potocznie cała operacja jest nazywana misją dla Ukrainy. Kształt funduszu ma być uzgadniany w najbliższych tygodniach i miesiącach. I choć kraje zgodziły się na pierwszy krok – by oddać NATO większą rolę w koordynacji, to jednak w sprawie utworzenia funduszu reakcje były różne. „Jak to bywa wśród sojuszników, nie wszyscy od razu się zgadzają, ale docieramy swoje stanowiska” – powiedział minister Sikorski. Ostateczne decyzje spodziewane są na lipcowym szczycie NATO w Waszyngtonie. Stanowiska docierają się w Sojuszu także jeśli chodzi o wybór nowego sekretarza generalnego NATO. Na razie nie ma jednomyślności – potwierdził szef polskiego MSZ-tu. Ta sprawa była jednym z tematów kuluarowych rozmów w Brukseli. Szef polskiego MSZ-tu nie chciał mówić o szczegółach dyskusji, ani też kogo Polska chętnie widziałaby na tym stanowisku. „Mogę powiedzieć, że wywiązała się dyskusja, w której poparłem głos jednego z kolegów, że nasz region jest niedoreprezentowany w strukturach dowódczych, kierowniczych i to zresztą nie tylko Sojuszu Północnoatlantyckiego, także Unii Europejskiej, także w ONZ. Będziemy energicznie działać na rzecz tego, aby więcej Polaków, więcej osób z naszego regionu sprawowało kierownicze funkcje w tych trzech obszarach” – powiedział szef polskiego MSZ-tu. Najpoważniejszym kandydatem na nowego sekretarza generalnego NATO jest premier Holandii Mark Rutte, którego – jak wynika z nieoficjalnych informacji – popiera 90 procent sojuszników. Przeciwko są przede wszystkim Węgry, Słowacja, a także Rumunia, której prezydent sam zgłosił swoją kandydaturę. Kadencja obecnego szefa Sojuszu kończy się jesienią, ale jest oczekiwanie, że już na lipcowym szczycie NATO w Waszyngtonie znane będzie nazwisko jego następcy. Dyskusje ministerialne na temat nowego szefa Sojuszu i funduszu dla Ukrainy zbiegły się w czasie z obchodami 75-lecia powstania NATO. „Teraz Polska jest po właściwiej stronie mocy” – komentował Radosław Sikorski. Przypomniał, że kiedy Sojusz powstawał, to Polska, wbrew swojej woli, była pod rozkazami sowieckimi. „Imperium zła upadło, wykorzystaliśmy naszą szansę, to okienko historii, które się otworzyło, bo czuliśmy, że Rosja znowu może stać się agresywna. Próbowaliśmy ją europeizować. Niestety znowu próbuje zmieniać granice siłą, ale tym razem jesteśmy wśród przyjaciół, z innymi demokracjami” – powiedział szef polskiego MSZ-tu.

PARTNERZY