Pracownicy do Iraku poszukiwani

8 maja 2015

Tragiczny dla Polaków w Iraku tydzien przyniósl smierc kolejnych polskich zolnierzy i polityczny tumult w kraju wsród wezwan do natychmiastowego wycofania stamtad polskiego kontyngentu. Tymczasem – jak donosi prasa amerykanska, i nasz lokalny dziennik Chicago Tribune, amerykanscy cywile, zacheceni mozliwoscia wysokich zarobków garna sie do pracy w Iraku.
Do starych magazynów w przemyslowej dzielnicy Houston, w Teksasie, przybywaja co tydzien setki ludzi: bezrobotnych i posiadajacych prace, ale z niej niezadowolnych. Sa tam takze ojcowie i matki, którym nie starcza pieniedzy na zycie. Z napisanymi czêsto odrecznie resume stoja w kolejce, by podjac starania o prace, która rocznie moze przyniesc od 80 do 100 tysiecy dolarów. Wielu z nich moglo dotychczas tylko marzyc o takich zarobkach. Niektórzy stojac w kolejce machaja swymi paszportami, dowodzac gotowosci wyjazdu w kazdej chwili. Praca, o która zabiegaja, znajduje sie daleko – az w Iraku i warunkiem jest udanie sie tam na caly rok. Dzien pracy trwa tam 12 godzin , pracuje sie przez 7 dni w tygodniu. Zakwaterowanie – w namiotach, czesto nie posiadajacych ochladzania, ustawionych na pustyni, gdzie dniem temperatura siega 120 stopni F. Zatrudnionym tam cywilnym Amerykanom groza porwania, wybuchy bomb i kule. Tak jest w Iraku. A mimo to kolejka do miejsca, gdzie prowadzi sie rekrutacje do pracy w tym nekanym wojna kraju, liczy wiele osób. Poszukiwani sa kucharze, kierowcy ciezarówek, ciesle, mechanicy, slusarze, elektrycy, a takze pracownicy , którzy sa w stanie wykonywac tysiace innych zajec potrzebnych amerykanskim silom zbrojnym. Rekrutacja zajmuje sie kilka firm, które otrzymaly od Pentagonu kontrakty na zapewnienie logistyki w Iraku. Jedna z nich to Kellog Brown and Root druga to Halliburton. Wyslaly one do Iraku juz 30-tysieczna armie cywilnych pracowników i chca ja nadal rozszerzac. Zapotrzebowanie na pracowników jest tak duze, ze osoba, która zjawi sie na rozmowe kwalifikacyjna w Houston w – na przyklad – piatek, rozpoczyna szkolenie juz w poniedzialek i odlatuje do Iraku w dwa tygodnie pózniej. Firma Kellog Brown and Root zatrudnia tygodniowo 350 nowych pracowników i nie widac konca zapotrzebowaniom na wciaz nowych. Pierwsza rzecz, jaka nasuwa sie, gdy mowa o pracy w Iraku, to -rzecz jasna – niebezpiczenstwo jakie tam czycha na przybyszów ze Stanów Zjednoczonych. To niebezpieczenstwo jest bardzo prawdziwe. Od czasu, gdy 20 marca 2003 roku wojska amerykanskie zdobyly Irak, niemal na drugi dzien od ogloszenia zwyciestwa zaczeli tam przybywac pracownicy cywilni z amerykanskich firm Halliburton i Kellog Brown w celu podjecia pracy logistycznych na rzecz armii amerykanskiej. I od tego czasu zginelo tam 45 pracowników tych firm. Dalszych 118 zostalo rannych. Uprowadzono tez 2 pracowników, o których do dnia dzisiejszego nic nie wiadomo. Ludzie, którzy z ramienia obu wspomnianych firm prowadza nabór pracowników do Iraku nie ukrywaja tych niebezpieczenstw. Pierwsza rzecz, o której mówia rozpoczynajac orientacyjny wyklad dla chetnych do pracy w Iraku to wlasnie straty w ludziach poniesione tam przez te przedsiebiorstwa. W przypadku smierci w Iraku cywilni pracownicy maja zagwarantowany transport zwlok z powrotem do Ameryki. Wyjatek stanowi smierc poniesiona w ataku nuklearnym, biologicznym, lub chemicznym. Wówczas zwloki sa kremowane na miejscu. Kiedy ubiegajace sie o prace osoby zostana zaakceptowane i rozpoczynaja szkolenie, prowadzone we wnetrzu bylego domu towarowego na przedmiesciach Houston, slysza jeszcze czesciej o niebezpieczenstwach. W ramach szkolenia musza nauczyc sie szybkiego ubierania specjalnej odziezy majacej chronic ich na wypadek ataku bronia jadrowa, chemiczna, lub biologiczna. Ucza sie równiez postepowania na wypadek, gdyby znalezli sie pod ogniem nieprzyjaciela, lub gdyby ich porwano. Ludzie udajacy sie do pracy w Iraku moga zakupic specjalne ubezpieczenia na zycie, które w odróznieniu od zwyklych polis ubezpieczeniowych placa w wypadku smierci podczas wojny, lub poniesionej w wyniku dzialan terrorystycznych. Potencjalnych pracowników cywilnego sektora w Iraku przestrzega sie równiez przed innymi zagrozeniami jak ogromne, siegajace swymi rozmiarami pilki footbolowej pajaki, kiepska opieka medyczna i niewielka mozliwosc rozrywki w bazach wojskowych, w których mieszka wiekszosc pracowników. A mimo tych zagrozen i jawnych niebezpieczenstw, wiazacych sie z praca dla wojska w Iraku tylko 20% z chetnych wycofuje sie. Niektórzy twierdza, ze szansa utraty zycia w Iraku jest taka jak wygranie losu na loterii. Czesto, bardziej od nich samych boja sie ich krewni i najblizsza rodzina. A juz zupelnie nikt nie interesuje sie kwestiami politycznymi i kontrowersjami wokól firmy Haliburton, specjalizujacej sie w energet yce i budownictwie. Przed odejsciem do pracy w Waszyngtonie kierowal nia obecny wiceprezydent Dick Chenney. Niektórzy demokraci twierdza, ze to wplywy wiceprezydenta umozliwily Halliburtonowi zyskanie wartych oko³o 6 miliardów dolarów kontraktów na odbudowe Iraku. Ksiegowi z Pentagonu zarzucili tej firmie, ze zawyzyla o ponad 4 miliardy dolarów swe rachunki za prace wykonane w Iraku i Kuwejcie. I w zwiazku z tym Departament Obrony zagrozil wstrzymaniem 15% wyplat dla Halliburtona w celu pokrycia strat wyniklych z zawyzonych rachunków. Niektórzy z bylych pracowników Halliburtona zeznali przed kongresem, ze byli swiadkami marnowania srodków i kiepskiej kontroli w tej firmie, ale nic sie jej nie stalo z tego tytulu.

Wrócmy jednak do ludzi, którzy mimo wielu niebezpieczenstw i niewygód czekajacych na nich w Iraku decyduja sie na podjecie tam pracy. Najwieksza zacheta sa niewatpliwie pieniadze. Zarobki, moga wyniesc sto tysiecy dolarów i wiecej, jezeli doliczyc do nich obowiazkowa prace w nadgodzinach. Dodatkowa finansowa atrakcja jest fakt, ze pierwsze 80 tysiecy zarobionych za prace w Iraku jest wolne od podatków. Dodatkowo firmy zatrudniajace pracowników do robót w Iraku zapewniaja ubezpieczenie medyczne dla nich oraz dla ich rodzin. Ale to nie wszystkie korzysci. Pracownicy, zobowiazani do pracy non-stop przez 7 dni w tygodniu otrzymuja raz na 4 miesiace 10 dni wolnych od pracy i na ten czas moga udac sie do Stanów Zjednoczonych na urlop. Koszt pokrywa firma. Kto jedzie do pracy w Iraku? Bardzo rózni ludzie. Majacy klopoty finansowe i oczekujacy, ze zarobione tam pieniadze pozwola im ulozyc sobie jakos zycie. Ludzie po rozwodach, byli zolnierze, których pociagaja niebezpieczenstwa zwiazane z przebywaniem w strefie wojennej. Decyzja o wyjezdzie do pracy w kraju, gdzie toczy sie zacieta i grozna wojna domowa stawia za kazdym razem pytanie o wartosc ludzkiego zycia. Ta wymierna, mozliwa do przeliczenia w dolarach. Czy ludzkie zycie warte jest tego, by ryzykowac je za 100 tysiecy dolarów rocznie. Na to pytanie kazdy musi odpowiedziec sam.

PARTNERZY

single.php